|
|
Zarówno
globalny terroryzm, jak i wojna globalna przeciwko
terroryzmowi stanowią - w takim samym, destrukcyjnym zakresie - pożywkę
dla globalnej ideologii strachu. Gdy
zwrócimy uwagę na państwa Zachodu lub Południa, szczególnie te z przeważającą
ludnością muzułmańską, stwierdzimy, że strach jest wszechobecny i głęboko
osadzony. Stanowi niemożliwy do przeoczenia czynnik wpływający na sposób
doświadczania świata przez ludzi. W życiu codziennym przejawia się na
trzech następujących poziomach: Po
pierwsze, strach niejako z natury i nieświadomie, prowadzi do nieufności
i potencjalnych konfliktów z "Innym". Binarna wizja rzeczywistości
przybiera postać rozróżnienia na bezpieczny "nasz" świat i
zagrożenie z "ich" strony. Efekt
drugiego rodzaju związany jest z absolutną przewagą uczuć, które dochodzą
do głosu podczas naszych kontaktów z Innym oraz o emocjonalnym stosunku
do zjawisk, które zachodzą wokół nas. Gdy władanie sprawuje strach,
emocje niweczą szanse na racjonalną analizę. W tego rodzaju stanie "uniesienia"
potępiamy skutki czyichś działań i odrzucamy osoby, które je podejmują
- ale nie jesteśmy w stanie zrozumieć powodów, które do nich doprowadziły. Nasze
"wystarczające powody" i "słuszne racje" są chętnie
podnoszone na forum publicznym bez jakiegokolwiek krytycznego namysłu,
a jednocześnie dochodzi do bezmyślnego potępienia "fałszywych racji"
i "złych intencji", które kierują Ich postępowaniem. Gdzie
pojawia się strach, tam nie ma miejsca na wyjaśnienia, zrozumienie,
namysł, dzięki którym moglibyśmy pojąć, kim jest Inny, w jakim świecie
żyje i czym się kieruje. W
tym nowym klimacie strachu i podejrzeń próba zrozumienia Innego jest
utożsamiana z pragnieniem jego usprawiedliwienia. Ktoś chce dotrzeć
do racji, a oskarżony zostaje o konszachty z diabłem. Dziwaczny - i
niebezpieczny zarazem - redukcjonizm przekształca rzeczywistość w zbiorowisko
sekretów i niepowiązanych ze sobą faktów, a Inny staje się czynnikiem
nonsensownych działań, pozbawionym własnej historii, rozumu i racjonalności.
Emocje to nie zrozumienie, tylko poparcie lub napiętnowanie. Moc uczuć
jest decydująca. Trzecia
konsekwencja jest paradoksalna i zaskakująca - mimo że żyjemy w epoce
komunikacji, wydaje się, że jesteśmy chronicznie niedoinformowani. Doświadczamy
mnożenia się "autostrad komunikacyjnych", rozprowadzających
w czasie rzeczywistym ogromną ilość wiadomości, saturujących umysł i
uniemożliwiających uchwycenie faktów w odpowiednich kontekstach. Wiek
komunikacji to wiek bez-informacji. Staliśmy się pasywnymi odbiornikami
rzeczywistości i faktów - bez żadnej świadomości co do ich uwarunkowań.
Roztargnieni emocjonalnie, uwięzieni w pułapkach binarnych, redukcjonistycznych
struktur logicznych, zagubieni w gąszczu wydarzeń i polityki, które
"po prostu są". Nie jesteśmy w stanie dostrzec, zrozumieć
czy nawet usłyszeć Innego. W
skrócie, ideologia strachu doprowadziła do druzgoczącego zaślepienia.
Świat Innego i jego racje zniknęły z pola widzenia. Jeśli ktoś postanowi
spojrzeć, przypisze się mu wrogie zamiary lub inne podłości. Między
"nami" a "nimi" postawiono wirtualny mur, wyznaczający
zakres naszych nowych tożsamości i relacji. W
jego obrębie - ukojenie, poza nim - otchłań. Wspieranie
i dokarmianie "ideologii strachu" stało się orężem politycznym,
szczególnie w przypadku oportunistycznych strategii wielkich mocarstw
gospodarczych współczesnego świata. Na bok odsunięte zostają prawdziwa
debata czy obiektywna krytyka na temat skutków panującego na całym świecie
ustroju ekonomicznego. Chodzi jedynie o wzniecanie poczucia zagrożenia
i świadomości ryzyka. To z kolei stanowi zachętę do wprowadzania w życie
najniebezpieczniejszych i najbardziej dotkliwych programów bezpieczeństwa
- prawodawstwa niechętnego wszelkim swobodom (szczególnie prawom człowieka
i obywatela), najczęściej inspirującego ekstremistyczne i rasistowskie
idei. Ideologia strachu wykazuje ostateczną, niezaprzeczalną winę Innego
i nieusuwalną konieczność podjęcia działań zabezpieczających z użyciem
siły - w tych warunkach znakomicie może się rozwijać ponadnarodowy przemysł
zbrojeniowy. Globalizacja
syndromu izraelskiego Po
piekle nazizmu i obozów koncentracyjnych, po bolesnych doświadczeniach
europejskich, Izrael był postrzegany przez wielu w kategoriach zarówno
uchodźstwa, jak i możliwości uzyskania rozgrzeszenia w oczach historii.
Minęły całe lata, a ta sama logika jest wciąż obecna w formie wszechobecnej
podejrzliwości i auto-wiktymizacji, poczucia niepewności ze względu
na faktyczne uwarunkowania, inflacji prawodawstwa "pacyfikacyjnego"
oraz świadomości nieustannej wrogości - ukrywanej lub wyrażanej wprost
- ze strony otaczającego świata. Jednak
w końcowym rezultacie role i perspektywy uległy odwróceniu - społeczeństwo
izraelskie jest znacznie bogatsze od swoich sąsiadów, nieporównanie
lepiej uzbrojone od wszystkich krajów arabskich razem wziętych, wiedzie
prymat w dziedzinie nauk i technologii militarnej i pełni rolę faktycznego
regionalnego i międzynarodowego mocarstwa gospodarczego. Mimo to wciąż
panuje w nim skłonność do prezentowania siebie jako ofiary destrukcyjnych
zamysłów sąsiednich państw, skazanego na odwieczną walkę z "palestyńskim
terroryzmem" lub, szerzej, "muzułmańskim ekstremizmem". Wiodące
mocarstwo regionalne stało się "ofiarą" piekła zgotowanego
mu przez "Innego", jego "szaleństwa", "nienawiści",
"irracjonalności", "morderczego obłędu", "nihilizmu".
To tylko kilka przykładowych terminów, używanych standardowo w celu
usprawiedliwienia polityki bezpieczeństwa umożliwiającej wprowadzenie
"niezbędnych" ograniczeń dla zasad międzynarodowego prawa
czy szacunku dla życia cywili i niewinnych osób. Za ich pomocą legitymizuje
się wybór "umiarkowanych tortur" i wprowadzenie w życie jawnie
wykluczającego i dyskryminującego prawodawstwa skierowanego przeciwko
pewnym obywatelom uznanym za "zbyt arabskich" lub "zbyt
gorliwych" chrześcijan czy muzułmanów. Ofiara, która sama siebie
chroni i broni. Nic osobliwego. Jeśli
wytężymy wzrok, wszędzie dostrzeżemy te same motywacje i postawy. "Wojna"
wywołana w celu unicestwienia terroryzmu posiada umocowanie w identycznej
logice, choć wyprowadzonej na arenę globalną. Nie
chcę być źle zrozumiany. Terror to fakt, a nie ideologia, a mordowanie
niewinnych ludzi musi spotkać się z bezwzględnym potępieniem. Problemem
jest ideologiczne posłużenie się skutkami tego procederu. Neokonserwatyści
w USA oraz ich europejscy naśladowcy wzniecają i podsycają świadomość
lęku, do którego odnoszą się tak, jakby był on ideologią. Ich strategie
polityczne żerują na poczuciu niepewności i binarnej wizji świata. Najważniejszy
imperatyw, którym się kierują, to potrzeba samoobrony, nawet jeśli oznacza
ona konieczność odwołania się do drakońskich metod - niekiedy jawnie
gwałcących sprawiedliwość i równość wobec prawa - mających zapewnić
bezpieczeństwo kosztem wolności. Ostatecznie przecież Zachód stał się
"główną ofiarą terroryzmu". Zagrożone
są najbogatsze, najlepiej uzbrojone państwa na świecie. Obywatele muszą
zdać sobie sprawę z konieczności przemyślenia na nowo praw, które nimi
rządzą i przyzwyczaić się do bardziej restrykcyjnych zasad... w trosce
o własne bezpieczeństwo. Aby stawić czoło zagrożeniu i ukoić lęk, należy
roztoczyć ściślejszy nadzór nad życiem wszystkich członków społeczeństwa
- podglądać ich i nagrywać, stosować podsłuchy. Syndrom izraelski, którego
cechą jest poczucie stanu oblężenia i naruszenie równowagi w sprawowaniu
władzy na poziomie percepcji i symboliki, może rozwinąć się w pełni:
Inny nie krytykuje naszej polityki - on neguje sens naszej egzystencji,
znieważa nasze wartości, podminowuje naszą cywilizację. Nie należy już
oskarżać wyłącznie jego uczynków - winę ponoszą cechujące go nienawiść,
nihilizm, szaleństwo i bezkompromisowe traktowanie własnych przekonań
i religijności. Boimy
się i wszyscy jesteśmy ofiarami Wszędzie
możemy spotkać te same odczucia, te same nastawienia. Przed naszymi
oczami kwitnie ideologia, w wyniku której zamieniamy się w ofiary, zmuszająca
nas do dostrzegania w Innych wyłącznie potencjalnego zagrożenia. Zostaliśmy
skolonizowani przez strach, pobawieni możliwości dokonania wglądu w
umysł Innego, a nawet chęci wysłuchania go, potraktowania go jak człowieka
posiadającego własne lęki i frustracje. Wszyscy zostaliśmy złapani w
sieci, których osnowę stanowią zaściankowość i sekciarstwo. Musimy
zrzucić te okowy, opanować impuls postrzegania wszystkiego w czarno-białych
barwach i ożywić na nowo własnego krytycznego - potrafiącego słuchać
- ducha. Musimy ponownie stać się myślącymi "podmiotami" -
tylko tyle i aż tyle. Muzułmanie,
bez względu na to, czy mieszkają na Zachodzie, czy w krajach muzułmańskich,
pod żadnym pozorem nie mogą poddać się ideologii strachu. Muszą też
oprzeć się chęci odczytywania świata przez pryzmat polaryzacji, uproszczeń
i karykatur. Przyjmując teorie - które stały się obecnie prawdziwymi
obsesjami - na temat własnej podległości (jako członkowie mniejszości)
i niechęci ze strony innych lub segregacji i marginalizacji, której
są poddawani, muzułmanie nieświadomie przyjmują przesłanki propagatorów
"uczuciowej ideologii", wznoszących mury, szykujących okopy,
epatujących przesądami, podsycających lęk i dążących do konfrontacji.
Ci apostołowie strachu niestrudzenie wykazują, jak wiele zagrożeń czyha
na islam i muzułmanów w niedalekiej przyszłości. Przystając na tego
typu obłędne uzasadnienia, samousprawiedliwienia i przekonanie o konieczności
szykowania się do obrony, muzułmanie potwierdzają i uwiarygodniają argumenty,
które zostały celowo wypaczone. Na
szali znajdują się kategorie ludzkości i życia. To właśnie ta ideologia,
a nie zwykła polityka, stanowi prawdziwe wyzwanie naszych czasów. Pojawiają
się tu takie kwestie jak przekonania, wiara, zrozumienie, etyka i normy.
Przeciwko ideologii strachu musi zostać zaproponowana wizja samo-wyzwolenia.
"Akt samo-wyzwolenia" odnosi się do samego jądra doświadczenia
duchowego, ponieważ gdy emocje skłaniają nas do określonego zachowania,
duchowość występuje z apelem do zdobycia najpierw odpowiedniej wiedzy,
wykształcenia. Amerykański
przywódca ruchu na rzecz praw obywatelskich, Martin Luter King Jr.,
nawiązując do teologa protestanckiego Reinholda Niebuhra, dowodził,
jak wielkim uproszczeniem jest traktowanie własnej wspólnoty lub sprawy,
w imię której się występuje jako wartości totalnej. Wciąż przestrzegał
swoich zwolenników przed odwoływaniem się do niesprawiedliwości, która
została im kiedyś wyrządzona w celu usprawiedliwienia pogardy dla życia
i własnych obowiązków w stosunku do innych ludzi. Nawoływał do "dyscypliny
duchowej", która miała stanowić antidotum na resentymenty i fałszywe
przekonanie o własnej cnotliwości. Musimy
podjąć podobny wysiłek, aby zdobyć odpowiednią wiedzę, dzięki której
będziemy mogli odnaleźć sens i Boga oraz szanować zasady sprawiedliwości,
wolności i ogólnoludzkiego braterstwa. Aby przeciwstawić się skłonności
do zamykania się i postrzegania rzeczywistości w schemacie czerni-bieli,
musimy podjąć "intelektualny dżihad". Musimy opierać się (słowo
"dżihad" oznacza właśnie wysiłek oporu, przeciwstawiania się)
i poszukiwać uniwersalizmu przesłania, które przekraczałoby partykularyzm
i pozwalało nam uchwycić wspólne wartości składające się na horyzont
naszych działań. Dzięki
pracy krytycznego umysłu i namysłu my, muzułmanie będziemy w stanie
powrócić do pojęć islamu, które często w wyniku kontekstualizacji i
specjalistycznych zabiegów ulegały osłabieniu, ograniczeniu, a nawet
były usuwane. Kategorie takie jak Shari'a (kodeks muzułmański), "fiqh"
(prawodawstwo muzułmańskie) czy "ulum islamiyya" (nauki muzułmańskie)
muszą być na nowo przemyślane i przedefiniowane w świetle zasad muzułmańskich,
które odsyłają nas ku uniwersalizmowi, niemożliwemu do uchwycenia z
zawężonej perspektywy "zdominowania", "mniejszości"
czy "asymilowania imigrantów". Oto
reforma - i faktycznie chodzi tu o dosłownie rozumianą rewolucję - którą
musimy przeprowadzić, aby przeciwstawić się ideologii strachu. Niektóre
z odczytań źródeł muzułmańskich mogą się okazać młynem na wodę dla demagogów
starających się za pomocą strachu usprawiedliwić wojnę, zrujnować wolność
w imię bezpieczeństwa i zalegalizować dyskryminację. Reforma, do której
nawołujemy nie oznacza podważenia ani jednej z zasad, na których wspiera
się islam - jego fundamentów i praktyk zmusza jedynie do przedefiniowania
pewności wiary. Dzięki niej będziemy w stanie przeciwstawić się naszym
obawom w stosunku do Innego, obsesji na temat konfliktów i ekspansji
zamkniętych, reakcyjnych, spetryfikowanych tożsamości. Pierwotny
duch przesłania muzułmańskiego stanowi dla nas zaproszenie - uczy nas,
jak otworzyć się na świat i rozpoznawać dobro (niezależnie od jego pochodzenia).
Nakazuje szacunek dla wielorakich i elastycznych tożsamości, które posiadamy
wszyscy. Mówi, że wielość jest szkołą pokory i szacunku i że wszyscy
ludzie stanowią jedność - tak jak Jedyny Bóg. Strach,
tak jak pęknięcia, dociera wszędzie. W społeczeństwie Zachodu widoczne
jest napięcie między tymi, którzy kształtują samych siebie w odniesieniu
do innych, ale nie potrafią tego przyznać, oraz tymi, dla których istnieją
wspólne wartości, stanowiące podstawę dla partnerstwa, które należy
budować. Identyczna
linia podziału przebiega w społecznościach i wspólnotach muzułmanów.
Sprzymierzeńców musimy szukać wśród tych, którzy odwołują się do zasady
wspólnych wartości i akceptują ją, gotowi odłożyć na bok własny strach
i stawić czoło ekstremizmowi "drugiej strony". Jeśli im się
nie uda, to triumfy będzie święcił ekstremizm. Najbardziej
palące zadanie na dzisiaj to wezwanie kobiet i mężczyzn pochodzących
z różnych tradycji, z wszelkich wyznań i religii, do wystąpienia w imię
wspólnych, uniwersalnych zasad godności człowieczeństwa i krytycznego
rozumu. Aby przeciwstawić się ideologii strachu i wyzwolić się z uścisku
emocjonalizmu, w prowadzonej debacie niezbędne jest odwołanie do ducha
krytyki, etyki i chęci porozumienia. Niektórzy będą szukali zakotwiczenia
tych wartości w wierze i religijności, inni - wyłącznie w swoich sumieniach.
Ale dla każdego uczestnika tej rozmowy będą one równie ważne, stanowiące
wyznaczniki własnego człowieczeństwa.
|
|
Wrocław,
25.04.2006
|