|
|
Belle
epoque 19
wiek miał się zakończyć w atmosferze w zupełnie zadziwiający sposób
przypominającej to, co działo się u jego narodzin - w pięknej epoce,
"belle epoque" (i rzeczywiście była ona piękna, przynajmniej
dla kapitału). Burżuazja żyjąca w Triadzie, która wówczas powstała (mocarstwa
europejskie, Stany Zjednoczone i Japonia) śpiewała hymny pochwalne w
imię swojego absolutnego zwycięstwa. Klasy pracujące w centrach nie
były już "groźne", tak jak miało to miejsce 100 lat wcześniej,
a wszyscy inni mieszkańcy świata zostali postawieni przed koniecznością
poddania się "cywilizującej" misji Zachodu. "Belle
époque" ukoronowała wiek radykalnych globalnych przemian, w czasie
których pierwsza rewolucja przemysłowa oraz towarzyszące jej ustanowienie
nowoczesnego burżuazyjnego państwa narodowego po raz pierwszy pojawiła
się w północno-zachodniej części Europy, aby następnie podbić resztę
kontynentu, Stany Zjednoczone i Japonię. Stare peryferyjne regiony ery
handlowej - Ameryka Południowa, Wielka Brytania i Indie Holenderskie
- były wyłączone spod wpływu tej podwójnej rewolucji, podczas gdy stare
państwa azjatyckie (Chiny, Sułtanat Ottomański i Persja) zostały na
nowo zintegrowane w globalny układ, tym razem jako jego peryferia. Triumf
centrów globalnego kapitału wyraził się za pomocą eksplozji demograficznej,
która miała sprawić, że udział procentowy ludności Europy w stosunku
do pozostałych regionów świata zwiększył się z 23 w 1800 roku do 36
w roku 1900. Skupienie się rewolucji przemysłowej w Triadzie wytworzyła
jednocześnie polaryzację zamożności na skalę, której ludzkość nigdy
do tej pory nie doświadczyła. W przededniu rewolucji przemysłowej różnice
społecznej wydajności pracy w 80 procentach populacji na kuli ziemskiej
nie wychodziły poza stosunek 2 do 1. Około 1900 roku stosunek ten wyniósł
już 20 do 1. Globalizacja
pielęgnowana w 1900 roku, uznana już wtedy za "koniec historii",
była jednak specyfiką tamtego czasu, gwałtownie się rozwijając w drugiej
połowie 19 wieku, po otwarciu się Chin i Sułtanatu Ottomańskiego (1840
rok), represjach Sepojów w Indiach (1857) oraz podziale Afryki (rozpoczętego
w 1885 roku). Ta pierwsza globalizacja, nie dokonując przyspieszenia
akumulacji kapitału, w rzeczywistości doprowadziła do kryzysu strukturalnego
od 1873 do 1896 roku. Prawie dokładnie sto lat temu miało ona wywołać
podobne konsekwencje. Kryzys ten jednak zbiegł się w czasie z nową rewolucją
przemysłową (elektryczność, benzyna, samochody, samoloty), która, jak
oczekiwano, miała odmienić na zawsze rodzaj ludzki; dokładnie to samo
dziś przypisuje się elektronice. Podobnie, powstały pierwsze przemysłowe
i finansowe oligopole - korporacje ponadnarodowe tamtych czasów. Wydawało
się, że globalizacja finansowa przyjęła ostateczną formę swojego rozwoju
w zinstytucjonalizowaniu standardu złota. Dało się też słyszeć głosy
na temat umiędzynarodowienia transakcji, które stały się możliwe dzięki
nowym giełdom papierów wartościowych - równie entuzjastyczne jak rozmowy
na temat dzisiejszej globalizacji finansowej. Jules Verne wysyłał swojego
bohatera (oczywiście Anglika) w podróż dookoła świata w 80 dni - już
dla niego "wioska globalna" była faktem. Ekonomia
polityczna 19 wieku była zdominowana przez postaci wielkich klasyków
(Adama Smitha, Ricardo, a następnie przez druzgocącą krytykę Marxa).
Triumf liberalnej globalizacji z fin-de-sicle wypromował nową generację,
starającą się za wszelką cenę wykazać, że kapitalizm był nie do zniesienia,
ponieważ wyrażał on potrzeby wiecznej, transhistorycznej racjonalności.
Walras - główna postać w tym nowym pokoleniu myślicieli, który został
odkryty na nowo (co oczywiście nie jest zbiegiem okoliczności) przez
ekonomistów współczesnych - robił wszystko, co w jego było mocy, aby
udowodnić, że rynki mają zdolność samoregulacji. Nie udało mu się -
podobnie jak dzieje się to z badaniami dzisiejszych neoklasycznych ekonomistów. Triumfująca
ideologia liberalna zredukowała społeczeństwo do kolekcji jednostek,
dzięki czemu mogła dojść do stwierdzenia, że równowaga wytwarzana przez
rynek zarówno tworzy optymalne społeczeństwo, jak i gwarantuje jednocześnie
stabilność i demokrację. Wszystko zostało przygotowane, aby zastąpić
teorię kapitalizmu marzeń analizą sprzeczności kapitalizmu rzeczywistego.
Najprostsza postać tego rodzaju myśli społecznej znalazła swój wyraz
w zaleceniach Brytyjczyka Alfreda Marshalla, w biblii ekonomicznej tamtych
czasów. Obietnice
globalizacyjnego liberalizmu, taj jak je wówczas przedstawiano, zaczęły
nawet się przez jakiś czas spełniać - w czasie 'belle eopque'. Po 1896
roku rozpoczął się ponowny wzrost, na bazie drugiej rewolucji przemysłowej,
oligopoli i globalizacji finansowej. To "powstanie z prochów kryzysu"
wystarczyło nie tylko, aby przekonać naturalnych ideologów kapitalizmu
- nowych ekonomistów - ale też by wstrząsnąć oszołomionymi masami robotniczymi.
Partie socjalistyczne zaczęły pozbywać się swojego "rewolucyjnego
nalotu", po to, by przyjąć bardziej umiarkowane stanowiska: sprostać
ambicjom stania się zwykłymi zarządcami rozwijającego się systemu (ruch
związkowy). To przesunięcie ideologiczne można łatwo porównać do tego,
co jest dzisiaj ustanawiane przez dyskurs Tony Blaira i Gerharda Schroedera.
Modernizacyjnie nastawione elity w peryferii również dały się przekonać,
że poza dominującą logiką kapitalizmu nie istnieje już żaden możliwy
świat. Triumf
"belle eopque" trwał mniej niż dwie dekady. Kilku oryginałów
(na przykład wciąż jeszcze wówczas młody Lenin) przewidywało jego załamanie,
ale nikt ich nie słuchał. Liberalizm - to jest jednostronna dominacja
kapitału - nie był w stanie zredukować natężenia sprzeczności różnego rodzaju, które system ten nosił sam w sobie. Przeciwnie
- jeszcze bardziej je uwidaczniał. Poza partiami robotniczymi i związkami
zawodowymi mobilizacja ze względu na kapitalistyczno-utopijne nonsensy
wywołała zagłuszone pomruki ze strony niewielkich i podzielonych ruchów
społecznych, ogłupionych, ale cały czas w pogotowiu, by eksplodować
w imię przygotowania się na jakieś alternatywy. Paru intelektualistów
bolszewickich posługiwało się swoim talentem do sarkazmu w stosunku
do leninowskiego dyskursu głoszącego "przyjaźniejszą ekonomię polityczną",
jak określali wiodący sposób refleksji tamtych czasów. Globalizacja
liberalna była jedynie w stanie spowodować militaryzację systemu w stosunkach
między ówczesnymi potęgami imperialistycznymi, mogła tylko wywołać wojnę,
która, w swoich zimnych i gorących postaciach, trwała przez 30 lat -
od 1914 do 1945 roku. W Chinach torowało sobie drogę pierwsze pokolenie
krytyków programu burżuazyjnej modernizacji; krytyka taka, wciąż wątła
w Indiach, Imperium Ottomańskim, w Świecie Arabskim i w Ameryce Łacińskiej,
w końcu podbiła trzy kontynenty i zapanowała na trzy ćwierci 20 wieku. 75
lat naszego wieku są zatem naznaczone piętnem usiłowań stworzenia bardziej
lub mniej radykalnych projektów zmierzających do ocalenia lub przemiany
peryferii, które mogły zaistnieć dzięki usunięciu "belle epoque"
utopijnej liberalnej globalizacji. Nasz kończący się wiek należy w związku
z tym uznać za serię masowych konfliktów między dominującymi siłami
zglobalizowanego oligopolistycznego kapitalizmu oraz państwami, które
go wspierają, z jednej strony, a narodami i podporządkowanymi klasami
społecznymi, które odrzucają taką dyktaturę - z drugiej. Wojna
trzydziestoletnia (1914-1945) W
latach 1914-1945 trwała jednocześnie "trzydziestoletnia wojna"
pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Niemcami o spadek po rozstrojonej hegemonii
brytyjskiej, oraz usilne starania do odzyskania za wszelką cenę hegemonii,
która pojawiła się jakoby dzięki stworzenie socjalizmu w Związku Sowieckim. W
centrach kapitalistycznych zarówno zwycięzcy, jak i pokonani w wojnie
1914-1918 próbowali z uporem - wręcz przeciwnie do obowiązującego trendu
- przywrócić do życia utopię globalnego liberalizmu. W związku z tym
byliśmy świadkami powrotu do standardu złota, podtrzymywania przy życiu
kolonii, przeważnie z wykorzystaniem przemocy, ponownej liberalizacji
w gospodarce. Skutki przez jakiś czas wydawały się pozytywne, w latach
20. dał się odczuć wzrost w ekonomii, przede wszystkim dzięki gwałtownemu
rozwojowi Stanów Zjednoczonych oraz nowym rozwiązaniom w dziedzinie
produkcji taśmowej (genialnie sparodiowanych przez Charlie Chaplina
w Dzisiejszych czasach). Jednak rozszerzenie tego systemu na cały świat
stało się możliwe dopiero po drugiej wojnie światowej. Oczywiście -
przywrócony ład był chwiejny i już w 1929 roku układanka finansowa -
najbardziej zglobalizowany segment ówczesnej ekonomii - rozsypała się.
Kolejna dekada, aż do wybuchu wojny, była jednym wielkim pasmem tragedii
i dramatów. Wielkie mocarstwa starały się, aby ograniczyć skutki recesji,
podobnie jak później - w latach 80. i 90., wprowadzając konsekwentnie
w życie programy deflacyjne, które tylko jeszcze bardziej pogarszały
sytuację, tworząc spiralę masowego bezrobocia - tym gorszą, dla jej
ofiar, że zabezpieczenia wynalezione w ramach państw opiekuńczych jeszcze
wówczas nie istniały. Globalizacja liberalna nie była w stanie przetrwać
kryzysu. System monetarny oparty na parytecie złota został zlikwidowany.
Mocarstwa imperialne nabrały drugiego oddechu stając się imperiami kontrolującymi
określone strefy wpływów - źródła konfliktów, które w końcu doprowadziły
do wybuchu drugiej wojny światowej. Społeczeństwa
zachodnie różnie się zachowywały w obliczu katastrofy. Niektóre pogrążyły
się w faszyzmie, decydując się na wojnę jako sposób na złagodzenie kryzysu
kosztem całego świata (Niemcy, Japonia, Włochy). Stany Zjednoczone oraz
Francja były wyjątkiem i, w oparciu o Nowy ład Roosevelta oraz Front
ludowy we Francji, wybrały inną drogę: rozwój rynku pod ścisłą kontrolą
ze strony państwa, ze wsparciem ze strony klasy robotniczej. Formuły
te znajdowały się jednak przez długi czas w powijakach i znalazły swój
pełny wyraz dopiero po 1945 roku. Na
peryferiach upadek mitu "belle epoque" wzniecił antyimperialistyczny
radykalizm. Niektóre z krajów Ameryki Łacińskiej, korzystając ze swojej
niepodległości, stworzyły różnorodne postaci ludowego nacjonalizmu:
w Meksyku, odnowionego przez powstanie chłopskie z lat 1910-1920; peronizm
w Argentynie w latach 40. Na Wschodzie turecki kemalizm był ich przeciwieństwem.
Z kolei Chiny pogrążyły się w wojnie domowej między burżuazyjnymi modernistami,
wywodzącymi się z rewolucji z 1911 roku - kuomitang - a komunistami.
W pozostałych regionach rządy imperialne przyczyniły się do zapóźnień
podporządkowanych regionów na całe dziesięciolecia i podobne ruchy narodowe
i ludowe nie były w stanie się tam narodzić. W
izolowanym Związku Sowieckim zachodziły procesy zupełnie inne. W latach
20. miał on próżną nadzieję, że rewolucja rozprzestrzeni się na cały
świat. Zmuszony do oparcia się na swoich siłach, pod przywództwem Stalina
wszedł na drogę Planów Pięcioletnich, które miały za zadanie nadrobić
stracony czas. Lenin już wcześniej nazwał tę drogę "sowiecka potęga
plus elektryfikacja". Zauważmy, że chodzi tu o odniesienie się
do nowej rewolucji przemysłowej - elektryczności, a nie do węgla i stali.
Ale elektryczność (tak naprawdę oparta w większości na węglu i stali),
która miała doprowadzić do przewagi sowietów, stała się w tym kraju
pojęciem pustym. Gospodarka
stymulowana centralnie była oczywiście w rękach despotycznego państwa,
i to mimo jego populizmu socjalnego, tak charakterystycznego dla jego
polityki. Ale w takim sensie ani jedność Niemiec, ani modernizacja Japonii
nie mogłyby być określona jako dzieło demokratów. System sowiecki był
wydajny o tyle, o ile jego cele pozostawały jasno określone: przyspieszenie
akumulacji dostępnej dla jak najszerszych mas (industrializacja kraju)
oraz budowa sił zbrojnych, które byłyby przede wszystkim w stanie stawić
czoła postępowi kapitalistycznego świata, najpierw pokonując nazistowskie
Niemcy, a następnie pozbawiając Amerykę monopolu na broń atomową i pociski
rakietowe w latach 60-tych i 70-tych. Po
wojnie: od euforii (1945-1970) do kryzysu (1970- ) Druga
wojna światowa rozpoczęła nową erę w systemie-świecie. Jego doskonały
start w okresie powojennym był oparty na dopełnianiu się trzech założeń
socjalnych: a). na Zachodzie idea socjaldemokratycznego państwa opiekuńczego;
b). projekt "Bandung" - budowy narodowej burżuazji - na peryferiach
(ideologia rozwoju); c). oraz sowiecki program "kapitalizmu bez
kapitalizmu", optymalnego oddzielenia się od dominującego systemu-świata.
Podwójna klęska faszyzmu i starego kolonializmu w rzeczywistości wytworzyła
sytuację, dzięki której szerokie masy ludności, ofiar ekspansji kapitalistycznej,
mogły skorzystać z reguł rządzących kapitałem i akumulacją, do których
sam kapitał musiał się dostosować i które leżały jednocześnie u podstaw
"wzniesienia" się, o którym mowa. Kryzys,
który potem nastąpił (jego początki to lata 1968-1975) można określić
jako erozję, a następnie upadek systemu, na którym oparta była wcześniejsza
euforia. Okres ten, który jeszcze się nie zakończył, w związku z tym
nie może być postrzegany jako ustanowienie nowego porządku światowego,
co często się mu przypisuje, ale jako chaos, który wciąż nie został
przezwyciężony - i jeszcze długo nie będzie. Programy polityczne wprowadzane
w życie w tych warunkach nie tworzą pozytywnej strategii ekspansji kapitału,
lecz po prostu starają się zminimalizować skutki kryzysu. Nie odnoszą
one sukcesu, ponieważ "spontaniczne" projekty będące skutkiem
bezpośrednich rządów kapitału, z powodu braku propozycji spójnych, efektywnych
rozwiązań ze strony sił społecznych, to w dalszym ciągu utopia: rządu
światowego działającego za pośrednictwem tego, co określa się jako "rynek",
czyli bezpośrednich, krótkoterminowych inwestycji dominujących sił kapitału.
W najnowszej historii po okresach reprodukcji możliwej dzięki stabilnym
systemom akumulacji następowały fazy chaosu. W tych pierwszych, jak
na przykład podczas powojennej euforii, rozwój wydarzeń sprawia wrażenie
monotonii, ponieważ stosunki społeczne i międzynarodowe budujące ich
szkielet są unormowane. Stosunki te są w związku z tym reprodukowane
dzięki funkcjonowaniu dynamiki systemu. W takich okresach można zauważyć
istnienie aktywnych, zdefiniowanych, wyraźnych uczestników procesów
historycznych (aktywne klasy społeczne, państwa, partie polityczne i
najważniejsze organizacje społeczne). Ich działania wydają się czytelne,
w większości wypadków przewidywalne. Ideologie, na których są oparte
cieszą się praktycznie niezakłóconą legitymizacją. W takich warunkach
mogą być dokonywane przekształcenia konkretnych sytuacji, ale struktura
pozostaje niezmienna. Nietrudno jest w związku z tym przeprowadzać prognozy
społeczne. Niebezpieczeństwo
pojawia się w próbach zbyt dalekiego ekstrapolowania tych prognoz, tak
jakby interesujące nas struktury miały być wieczne i wyznaczające "koniec
historii". Analizy sprzeczności panoszących się w tych strukturach
zostają wówczas zastępowane tym, co postmoderniści słusznie określają
jako "wielkie narracje", oferujące linearne wizje rozwoju
rządzone "nieuchronnością" lub "prawami historii".
Uczestnicy historii znikają, a na ich miejsce wkracza obiektywna, strukturalna
logika. Jednak
sprzeczności, o których tu mowa nie przestają działać i w pewnym momencie
powodują one zapaść "stabilnej" struktury. Historia wówczas
wkracza w fazę, którą z perspektywy czasu zostaje określona jako "przejściowa",
a która w danym momencie jest raczej "przejściem" w stronę
nieznanego. W czasie jej trwania nowi uczestnicy procesów historycznych
krystalizują się bardzo po woli. Podmioty te rozpoczynają nowe praktyki,
z którymi na razie związane są błędy i oskarżenia, i tworzą ich legitymizację
na drodze nowych dyskursów ideologicznych, zwykle na początku trudnych
do przyjęcia. Dopiero gdy proces zmian jakościowych dojrzeje wystarczająco,
pojawiają się nowe stosunki społeczne, zarysowując system "po-tranzycyjny".
Euforia powojenna umożliwiła wykształcenie się masowych gospodarczych,
politycznych i społecznych przemian we wszystkich regionach świata.
Transformacje te były efektem regulacji społecznych nałożonych na kapitał
przez klasy robotnicze i ludowe, a nie, jak chciałaby tego ideologia
liberalna, skutkiem logiki ekspansji rynkowej. Jednak przekształcenia
te były tak ogromne, że określiły one nowy schemat zmian, z którym zmierzają
się ludzie teraz, na progu 21 wieku. Przez
długi czas - od rewolucji przemysłowej na początku 19 wieku, do lat
30-tych 20 wieku (jeśli chodzi o Związek Radziecki), a następnie w latach
50-tych (dla Trzeciego Świata) - kontrast między centrum a peryferiami
nowożytnego systemu-świata był prawie tożsamy z różnicami między krajami
uprzemysłowionymi a nieuprzemysłowionymi. Bunty na peryferiach - czy
to w postaci rewolucji socjalistycznych (Rosja, Chiny), czy w ramach
ruchów wyzwoleńczych - przewartościowały tę starą formę polaryzacji,
angażując ich mieszkańców w procesy modernizacyjne. Stopniowo oś, wokół
której światowy system kapitalistyczny reorganizował się, i która miała
w końcu określić przyszłe postaci polaryzacji, ustaliła się na podstawie
"pięciu monopoli", z których korzystały państwa dominującej
Triady: kontroli technologii, globalnego obrotu finansowego (za pośrednictwem
banków, karteli ubezpieczeniowych oraz funduszy emerytalnych), dostępu
do zasobów naturalnych Ziemi, mediów i komunikacji oraz broni masowej
zagłady. Wzięte
razem, monopole te wyznaczają ramy, w których wyraża się zglobalizowane
pojęcie wartości. Prawo wartości stanowczo nie pokrywa się z "czystą"
racjonalnością ekonomiczną, która mogłaby być oddzielona od swoich społecznych
o politycznych uwarunkowań. Jest ono raczej skondensowaną ekspresją
ogółu okoliczności, które eliminują jakąś poważniejszą możliwość uprzemysłowienia
peryferii, obniżają wartość obecnych w nich sił produkcyjnych, a w zamian
promują walory, które w ramach wartości dodatkowej przyczyniają się
do jeszcze większego wzrostu prosperity centrów. Tworzy ono zatem nową
hierarchię w dystrybucji dochodów na skalę światową, o wiele bardziej
nierówną niż kiedykolwiek przedtem, sprawiając, że przemysły peryferyjne
stają się podporządkowane i zredukowane do roli dostarczyciela siły
roboczej. Tutaj polaryzacja znajduje dla siebie nową podstawę, podstawę,
która określi jej przyszłą postać. W
okresie "Bandung" (1955-1975) państwa Trzeciego Świata zaczęły
realizować politykę autocentrycznego rozwoju nastawioną na zmniejszenie
polaryzacji w skali globalnej ("otrząśnięcie się"). Było to
związane ze stworzeniem narodowych systemów regulacji, a także trwałymi,
wspólnymi (między Północą a Południem) rozmowami na temat międzynarodowego
systemu regulacyjnego (szczególnie istotna w tym względzie była rola
UNCTAD - United Nation Conference on Trade and Development, Konferencja
ONZ na temat Handlu i Rozwoju). Zakładało to również ograniczenie "rezerw
roboczych o małej produktywności" przez przeniesienie ich do wymagających
większej efektywności nowoczesnych form produkcji (nawet jeśli nie mogły
być one konkurencyjne na otwartym globalnym rynku). Efektem nierównego
sukcesu (a nie niepowodzenia, jak jest to powszechnie głoszone) tych
programów było stworzenie ze współczesnych krajów Trzeciego Świata realnego
rywala uczestniczącego w rewolucji przemysłowej. Nierówny
skutek industrializacji nałożonej na dominujący kapitał przez siły społeczne
zagrożone dzisiaj zwycięstwami ruchów wyzwolenia narodowego pozwala
nam odróżnić pierwszoplanowe peryferia będące w stanie tworzyć efektywne
systemy narodowe z przemysłem, który może stać się konkurencyjny w świecie
globalnego kapitalizmu, od peryferii pozostających na marginesie, którym
się to nie udało. Kryterium odróżniającym aktywne peryferia od tych,
które pozostają zmarginalizowane jest nie tylko konkurencyjność w produkcji
przemysłowej, ale też polityka. Władze
w aktywnych peryferiach - a z nimi całe społeczeństwa (nie oznacza to
sprzeczności w danym społeczeństwie) - wypracowały programy oraz strategie
wcielania ich w życie. Z całą pewnością odnosi się to do Chin, Korei
oraz, w mniejszym stopniu, do niektórych państw Azji Południowo-Wschodniej,
Indii oraz Ameryki Łacińskiej. Te programy narodowe muszą się zmierzyć
z dominującym globalnym imperializmem. Od wyniku tej konfrontacji będzie
zależał kształt przyszłego świata. Z
drugiej strony peryferia zmarginalizowane nie posiadają ani programów
(nawet jeśli retoryka w stylu Islamu politycznego głosi coś innego),
ani swojej własnej strategii. W tym przypadku kręgi imperialistyczne
"myślą za nich" i same przejmują inicjatywę w wypracowywaniu
"projektów" odnoszących się do tych regionów (na przykład
stowarzyszenie EEC-ACP, projekt "Bliskowschodni" USA i Izraela
czy niejasny europejski program Śródziemnomorski). W odpowiedzi nie
powstają żadne lokalnych projekty, w związku z czym kraje te stają się
pasywnymi uczestnikami globalizacji. Ten
krótki przegląd ekonomii politycznej 20-wiecznej transformacji globalnego
systemu kapitalistycznego musi być uzupełniony o przypomnienie dramatycznej
rewolucji demograficznej, która ma jednocześnie miejsce w systemowych
peryferiach, doprowadzając proporcje związane ze stosunkiem ludności
Azji (z wyłączeniem Japonii i ZSRR), Afryki, Ameryki Łacińskiej oraz
Karaibów do populacji na całej kuli ziemskiej z 68 procent w roku 1900
do 81 procent dzisiaj. Trzeci
partner powojennego systemu-świata, złożony z państw "realnego
socjalizmu", opuścił scenę historii. Samo istnienie systemu sowieckiego,
jego sukces w zakrojonej na szeroką skalę industrializacji oraz jego
militarny rozwój, były jednym z głównych czynników, które przyczyniły
się do triumfalnej transformacji 20-wiecznego świata. Bez "zagrożenia",
które przedstawiał komunistyczny anty-model, zachodnie socjaldemokracje
może nigdy nie byłyby w stanie urzeczywistnić idei państwa opiekuńczego.
Istnienie systemu sowieckiego, oraz związana z nią wymuszona koegzystencja
Stanów Zjednoczonych, powiększyła ponadto margines autonomii dla burżuazji
w krajach Południa. Jednak
system sowiecki nie był w stanie przejść do nowego etapu intensywnej
akumulacji, w związku z czym ominęła go nowa (związana z komputeryzacją)
rewolucja przemysłowa, w trakcie której kończymy wiek 20. Powodów takiego
stanu rzeczy jest wiele, jednak jako jeden z najważniejszych można wymienić
antydemokratyczny kurs, które nagle obrało mocarstwo sowieckie, któremu
nie udało się zinternalizować fundamentalnego żądania rozwoju w stronę
socjalizmu, który oznaczałby intensyfikację demokratyzacji zdolną przekroczyć
ustrój określony i ograniczony przez strukturę historycznego kapitalizmu.
Socjalizm będzie demokratyczny albo zginie: oto lekcja płynąca z pierwszego
doświadczenia zerwania z kapitalizmem. Myśl
społeczna oraz dominujące ekonomiczne, socjologiczne i polityczne teorie,
które usprawiedliwiają rozwój autocentrycznego narodowego państwa dobrobytu
na Zachodzie, systemu sowieckiego na Wschodzie, oraz populizmu na Południu,
któremu towarzyszy ponadto negocjowana, regulowana globalizacja, były
w szerokiej mierze zainspirowane przez Marxa i Keynesa. Ten drugi stworzył
swoją krytykę liberalizmu rynkowego w latach 30-tych 20-tego wieku,
jednak w tamtych czasach nie był czytany. Stosunki między siłami społecznymi,
stojące wówczas po stronie kapitału, z konieczności napędzały poparcie
dla liberalnej utopii, podobnie jak ma to miejsce dzisiaj. Nowe stosunki
społeczne po drugiej wojnie światowej, bardziej przyjazne dla klasy
robotniczej, zainspirowały idee państwa dobrobytu, wyprowadzając liberałów
ma margines. Postać Marxa oczywiście dominowała w państwach "realnego
socjalizmu". Jednak obydwaj ci mężowie trendów 20-wiecznych stopniowo
zaczęli tracić swoją pozycję pionierów fundamentalnej krytyki społecznej,
stając się autorytetami usprawiedliwiającymi istnienie nowoczesnych
potęg państwowych. Jak widzimy, w obydwu przypadkach mamy do czynienia
z przesunięciem w stronę uproszczeń i dogmatyzmu. Potem
(w latach 60-tych i 70-tych) krytyczna myśl społeczna na jakiś czas
przesunęła się w stronę peryferii systemu, gdzie praktyki populizmu
narodowego - prymitywnej wersji sowietyzmu - spotkały się z fantastyczną
eksplozją krytyki "realnego socjalizmu". W centrum tej krytyki
tkwiła nowa świadomość polaryzacji wywołanej globalną ekspansją kapitału,
która była niedoceniana, czy też wręcz ignorowana, przez ponad półtora
stulecia. Z krytyką realnego kapitalizmu, myśli społecznej, która legitymizowała
jego ekspansję, oraz z teoretyczną i praktyczną krytyką obydwu ze strony
socjalistów należy łączyć początki zdumiewającego wkroczenia peryferii
do świata nowoczesnej myśli. Miała tu miejsce bogata i konsekwentna
krytyka, która z pewnością nie ograniczała się do "teorii zależności".
Miała ona raczej na nowo postawić fundamentalny problem związany z socjalizmem
i drogą do niego, ale też dotyczyła marksizmu oraz materializmu historycznego,
rozumianego jako konieczność przekroczenia ograniczeń eurocentryzmu,
który dominuje w nowoczesnej myśli. Zainspirowana bez wątpienia, choć
przez moment, erupcją maoizmu zainicjowała ona też krytykę zarówno sowietyzmu,
jak i nowego globalizmu wystającego zza horyzontu. Kryzys
końca wieku Opisany
powyżej okres 20 wieku zakończył się i jest już za nami. Począwszy od
lat 1968-71, upadek trzech powojennych modeli regulowanej akumulacji
wywołał strukturalny kryzys systemu bardzo przypominający ten z końca
19 wieku. Wzrost i poziom inwestycji spadły gwałtownie do połowy tego,
co odnotowywano w poprzednim okresie, bezrobocie nasiliło się, a pauepryzacja
przybrała ogromne rozmiary. Liczby służące do pomiaru wzrostu nierówności
w świecie kapitalistycznym skoczyły dramatycznie w górę (1 do 20 w roku
1900, 1 do 30 w latach 1954-48, 1 do 60 pod koniec ery powojennego wzrostu):
najbogatsze 20 procent ludzi w czasie dwóch ostatnich dziesięcioleci
tego wieku zwiększyło swój udział w produkcie globalnym z 60 do 80 procent.
Dla niektórych globalizacja okazała się szczęśliwa. Dla przytłaczającej
większości jednak - zwłaszcza dla narodów Południa, podporządkowanych
jednostronnym programom dostosowawczym, oraz tym ze Wschodu, trwającym
w ramach swojej dramatycznej inwolucji - była ona katastrofą. Jednak
temu kryzysowi strukturalnemu, podobnie jak poprzednio, towarzyszy trzecia
rewolucja technologiczna, która do głębi odmieniła sposoby organizacji
pracy, wyrzucając z rynku tradycyjnych robotników i ruchy społeczne
z ich roszczeniami. Rozproszone ruchy społeczne nie odnalazły jeszcze
swojej drogi do ponownego, adekwatnego do okoliczności, wyraźnego podniesienia
swoich racji. Mimo to jednak można tu odnotować ich spore sukcesy, które
podnoszą ich wartość: przede wszystkim potężne wkroczenie do życia społecznego
kobiet, a poza tym nowa świadomość spustoszenia ekologicznego na skalę,
która, po raz pierwszy w historii, zagraża całej planecie. Radzenie
sobie z kryzysem, oparte na brutalnym odwróceniu siły na korzyść kapitału,
umożliwiło ponowne pojawienie się liberalnych recept. Po pozbyciu się
Marxa i Keynesa z myśli społecznej "teoretycy" "czystej
ekonomii" zastąpili analityków świata rzeczywistego spekulantami
na temat wyimaginowanego kapitalizmu. Jednak tymczasowy sukces tej nadzwyczaj
reakcyjnej myśli utopijnej jest zwykłą oznaką zmierzchu - magia zastąpiła
krytyczne myślenie - który potwierdza fakt, że kapitalizm jest w sensie
obiektywnym otwarty na przekroczenie. Zarządzanie
kryzysem wkroczyło w fazę upadku. Kryzys w Azji Południowo-Wschodniej
oraz w Korei można było przewidzieć. W latach 80-tych kraje te, a także
Chiny, były w stanie skorzystać ze skutków kryzysu światowego dzięki
zwiększeniu obecności w wymianie światowej (opartej na "konkurencyjności"
ich taniej siły roboczej), zwracając na siebie uwagę inwestorów zagranicznych,
jednak pozostając na poboczu globalizacji finansowej, i łącząc swoje
programy rozwoju ze strategią kontroli narodowej (w przypadku Chin i
Korei, jednak nie innych państw Azji Południowo-Wschodniej). W latach
90-tych Korea i Azja Południowo-Wschodnia otwarły się na globalizację
finansową, a Chiny i Indie powoli zaczęły wkraczać na tę samą drogę. Zwabiona
wysokim wzrostem regionu, nadwyżka krążącego kapitału zagranicznego
zaczęła napływać do krajów Azji Południowo-Wschodniej, nie przyczyniając
się do przyspieszonego wzrostu, lecz do inflacji wartości ruchomych
dóbr oraz inwestycji w nieruchomości. Zgodnie z przewidywaniami finansowa
bańka mydlana pękła kilka lat później. Reakcje polityczne na ten masowy
kryzys były czymś nowym pod kilkoma względami - różne na przykład od
tych wywołanych kryzysem meksykańskim. Stany Zjednoczone, z Japonią
idącą w ich ślady, próbowały skorzystać z kryzysu koreańskiego, aby
zakłócić działanie systemu produkcyjnego kraju (pod fałszywym pretekstem,
że był on kotrolowany w sposób oligopolistyczny!) oraz podporządkować
go strategiom amerykańskich i japońskich oligopoli. Potęgi regionalne
próbowały opierać się, kwestionując swój udział w systemie globalizacji
finansowej (przez ponowne ustanowienie kontroli wymiany w Malezji) lub
- jak w Chinach i Indiach - usuwając w ogóle udział w systemie z listy
swoich priorytetów. Ten
upadek finansowego aspektu globalizacji zmusił kraje G7 do stworzenia
nowej strategii, wywołując kryzys w myśli liberalnej. To właśnie w obliczu
tego kryzysu musimy skupić się na projekcie kontrataku zaproponowanym
przez G7. W mgnieniu oka zmieniła ona swoje nastawienie: pojęcie regulacji,
dotychczas zabronione, ponownie pojawiło się w rezolucji grupy. Konieczne
stało się "uregulowanie międzynarodowego obrotu finansowego"!
Główny ekonomista Banku Światowego, Stiglitz, zaproponował debatę na
temat możliwości określenie "konsensu post-waszyngtońskiego". Atak
hegemonii USA - 21 wiek będzie należał do Ameryki W
czasie tych chaotycznych wydarzeń USA rozpoczęły kolejną ofensywę, aby
przywrócić swoją światową hegemonię i zorganizować według niej system-świat
w jego ekonomicznym, politycznym i militarnym wymiarze. Czy USA wkroczyły
w fazę swojego upadku? Czy też raczej weszły na drogę odnowienia, które
sprawi, że 21 wiek stanie się wiekiem Ameryki? Jeśli skupimy się na
aspekcie ekonomicznym w ścisłym sensie, mierzonym według stopnia produktu
narodowego brutto per capita oraz strukturalnych tendencji bilansu handlowego,
okaże się, że hegemonia amerykańska, tak przygniatająca w roku 1945,
została osłabiona już w latach 60-tych i 70-tych przez cudowny renesans
Europy i Japonii. Europejczycy przyczyniają się do tego konsekwentnie,
w znany już sposób: Unia Europejska to pierwsza ekonomiczna i handlowa
siła na skalę światową, itd. Stwierdzenie to jest jednak przedwczesne,
ponieważ, o ile prawdą jest, że istnieje wspólny europejski rynek, a
nawet powstaje jedna waluta, tego samego nie można powiedzieć o gospodarce
europejskiej (przynajmniej na razie). Nie ma czegoś takiego jak "Europejski
system produkcyjny"; o takim systemie natomiast można mówić w przypadku
Stanów Zjednoczonych. Stosunki ekonomiczne powstałe w Europie na drodze
ustanowienia historycznej burżuazji w poszczególnych państwach oraz
kształtowanie, w ramach tego systemu, autocentrycznych narodowych systemów
produkcji (nawet jeśli one też są otwarte, i to agresywnie), pozostały
praktycznie niezmienne. Nie istnieją Europejskie TNC (transnationals
- koncerny wielonarodowe), tylko TNC brytyjskie, niemieckie, francuskie.
Przepływ kapitału na poziomie wewnątrzeuropejskim nie jest bardziej
intensywny niż w dwustronnych stosunkach pomiędzy państwami Europy wziętymi
oddzielnie a Ameryką czy Japonią. Jeśli systemy produkcyjne Europy zostały
dotknięte, czyli osłabione, przez "globalną współzależność"
do tego stopnia, że programy narodowe tracą sporo pod względem swojej
wydajności, dzieje się tak właśnie na korzyść globalizacji i sił, które
nią dominują, a nie w imię "integracji europejskiej", która
jak na razie wciąż nie istnieje. Ale
hegemonia amerykańska spoczywa na drugim filarze: potęgi militarnej.
Budowana systematycznie od roku 1945 pokrywa praktycznie całą planetę,
która została podzielona na regiony pod określonym zarządem militarnym
ze strony USA. Hegemonia ta została zmuszona do zaakceptowania pokojowego
współistnienia wymuszonego przez sowiecką potęgę militarną. Teraz kiedy
karty się odwróciły, USA przeprowadza ofensywę, by zwiększyć swoją dominację
globalną, którą Henry Kissinger podsumował w swojej słynnej zuchwałej
uwadze: "Globalizacja to jedynie inne nazwa dominacji USA".
Ta amerykańska globalna strategia ma pięć celów: 1). zneutralizowanie
i podporządkowanie sobie innych partnerów z Triady (Europy i Japonii),
jednocześnie minimalizując ich zdolność do działania poza orbitą wpływów
USA; 2). ustanowienie kontroli militarnej nad NATO, jednocześnie amerykanizując,
w sensie "łacińskim", poszczególne elementy wcześniejszego
świata sowieckiego; 3). wprowadzenie niekwestionowanego wpływu na Bliskim
Wschodzie, zwłaszcza na jego zasoby ropy naftowej; 4). "rozmontowanie"
Chin, zapewnienie subordynacji innych wielkich państw (Indii, Brazylii),
oraz zapobieżenie powstaniu bloków regionalnych zdolnych potencjalnie
do podważania warunków globalizacji; 5). marginalizacja rejonów Południa,
które nie odgrywają żadnej strategicznej roli. Głównym
instrumentem tej hegemonii jest w związku z tym siła militarna, czego
wysocy przedstawiciele amerykańskiego świata politycznego nie umieszkują
nam przypominać przy każdej nadarzającej się okazji. Hegemonia ta, która
z kolei zapewnia dominację całej Triady na świecie, wymaga więc by sojusznicy
Ameryki akceptowali konieczność podążania śladem tego mocarstwa. Wielka
Brytania, Niemcy i Japonia nie podnoszą z tego powodu krzyku (przyjmując
nawet hegemonię kulturową Ameryki). Ale oznacza to, że przemowy, którymi
politycy europejscy karmią swoich wyborców - dotyczące potęgi gospodarczej
Europy - nie mają żadnego realnego znaczenia. Zasiedlając z własnej
woli świat sprzeczek kupieckich, Europa, która sama nie posiada żadnych
politycznych czy społecznych programów dotyczących swojej przyszłości,
przegrała już przed rozpoczęciem wyścigu. Waszyngton jest tego w pełni
świadomy. Głównym
środkiem na służbie strategii obranej przez Waszyngton jest NATO, co
wyjaśnia dlaczego przetrwało ono upadek wroga, który spowodował powołanie
go do życia. NATO wciąż dzisiaj przemawia w imię "wspólnoty międzynarodowej",
wyrażając w ten sposób swoją pogardę dla demokratycznych zasad, które
rządzą tą rzekomą wspólnotą skupioną w ONZ. Mimo to NATO działa jedynie
po to, by służyć celom Waszyngtonu - ani mniej, ani więcej - jak pokazuje
nam historia minionej dekady, od Wojny w Zatoce, po operację w Kosowie. Strategia
przyjęta przez Triadę pod kierunkiem USA za swój cel obiera stworzenie
jednolitego świata zorganizowanego według dwóch dopełniających się zasad:
jednostronnej dyktatury dominującego kapitału TNC, oraz rozszerzania
amerykańskiego imperium militarnego, które w końcu musi zostać uznane
przez wszystkie kraje na całym świecie. Z perspektywy tej niemożliwe
jest wyobrażenie sobie jakiegokolwiek innego programu, nawet tego pochodzącego
z jednoczącej się Europy, czyli oddanych natowskich sojuszników, a szczególnie
pomysłów zakładających najmniejszy nawet stopień autonomii, jak w przypadku
Chin, które, jeśli okaże się to konieczne, będą musiały być złamane
siłą. Ta
wizja jednobiegunowego świata zaczyna być coraz bardziej kontestowana
przez wizję globalizacji wielobiegunowej, jedynej strategii umożliwiającej
różnym rejonom świata wejście na drogę zadowalającego rozwoju społecznego
i w związku z tym przyczyniającej się do demokratyzacji społecznej oraz
ograniczenia przyczyn konfliktów. Hegemoniczna strategia USA oraz ich
natowskich sojuszników jest dzisiaj głównym przeciwnikiem postępu społecznego,
demokracji i pokoju. 21
wiek nie będzie "Wiekiem Ameryki". Będzie on wiekiem poważnych
konfliktów oraz wybuchu niepokojów społecznych, które wystąpią przeciwko
nieuzasadnionym ambicjom Waszyngtonu i kapitału. Kryzys
pogłębia jeszcze sprzeczności między warstwami panujących klas. Konflikty
te będą musiały rozgrywać się na arenie międzynarodowej i w związku
z tym doprowadzą do wystąpienia przeciw sobie poszczególnych państw
oraz całych ich grup. Można już sobie wyobrazić zalążki takiego konfliktu
pomiędzy USA, Japonią i ich wiernym australijskim sojusznikiem a państwami
azjatyckimi. Nietrudno jest też przewidzieć odrodzenie napięć pomiędzy
USA a Rosją, jeśli tej drugiej uda się wydostać poza orbitę, na którą
wprowadził ją Borys Jelcyn. A jeśli lewica europejska będzie w stanie
wyzwolić się z podporządkowania dyktatowi kapitału i Waszyngtonu, możliwe
stanie się powstanie nowej strategii Europy, opowiadającej się po stronie
Rosji, Chin, Indii i Trzeciego Świata, na drodze koniecznej budowy świata
wielobiegunowego. Jeśli tak się nie stanie, prawdopodobnie sam projekt
europejski wyblaknie. W
związku z tym pojawia się najważniejsze pytanie: jaką postać przyjmą
konflikty i napięcia społeczne (ważne jest, aby odróżnić od siebie te
dwa pojęcia)? Które rozwiązanie będzie triumfowało? Czy napięcia społeczne
zostaną podporządkowane, wtłoczone w ramy konfliktów, czyli, w konsekwencji,
opanowane przez dominujące potęgi, a nawet potraktowane instrumentalnie
w celu wyciągnięcia z nich korzyści przez te potęgi? Czy też to raczej
napięcia społeczne naruszą autonomię potęg i zmuszą je do dostosowania
się do ich wymogów? Oczywiście
nie wyobrażam sobie, że konflikty i napięcia 21 wieku będą kopią tych,
które zaszły w naszym wieku. Według modelu cyklicznego niemożliwe jest
powtarzanie się historii. Dzisiejsze społeczeństwa stykają się z nowymi
wyzwaniami na wszystkich poziomach swojego istnienia. Ale dokładnie
z tego powodu, że wewnętrzne sprzeczności kapitalizmu są ostrzejsze
pod koniec wieku niż były na jego początku, i ponieważ środki destrukcji
są również znacznie potężniejsze niż przedtem, alternatywą dla 21 wieku,
bardziej niż kiedykolwiek przedtem, jest "socjalizm albo barbarzyństwo". Tłumaczenie
z angielskiego (przekład Pascale Ghazaleh) Mariusz Turowski Źródło: Al-Ahram, Cairo, No. 462, 30 Dec. - 5 Jan. 2000 <powrót> |
|
|
Wrocław,
10.07.2000
|